Co wspólnego mają ze sobą obligacje, katastrofa, bankructwo i komisarz? Robert Ostrowski rozwija katastrofalną wizję Międzyborza

Beata Hadas-Haustein
Beata Hadas-Haustein
Z kandydatem na burmistrza Międzyborza Robertem Ostrowskim rozmawia Beata Samulska

Dlaczego zdecydowałeś się wystartować na burmistrza Międzyborza?
Odpowiem przewrotnie. Nie robię tego dla pieniędzy, nie robię tego dla kariery, ponieważ mam własną firmę, która dobrze prosperuje. Nigdy nie było moim marzeniem, by być burmistrzem. Jestem pracoholikiem, staram się być niezależny, samodzielny i nie szukam pomocy wśród ludzi. Propozycję startowania na burmistrza otrzymałem od pewnej grupy mieszkańców już przed czterema laty, jednak wtedy odmówiłem. Jarosław Głowacki nie miał wtedy żadnego kontrkandydata, a mieszkańcy spostrzegali, że powinien ktoś jeszcze wystartować. Pewno bym się nigdy nie zdecydował, gdyby nie to, że od jakiegoś czasu obserwując pracę gminy i radnych doszedłem do wniosku, że taki system wcześniej czy później doprowadzi do katastrofy. Przy podejmowaniu ważnych dla gminy decyzji nie ma konsultacji społecznych. Burmistrz przynosi radnym gotowe projekty uchwał, które to bez głębszej analizy są najczęściej jednogłośnie zatwierdzane. Stwierdziłem, że jeśli dalej tak będą radni postępować, to dojdzie w tej gminie do katastrofy.

Dlaczego katastrofy?

Już mamy katastrofę. Są symptomy, które na to wskazują. Na przykład gmina wypuściła w tym roku obligacje komunalne na kwotę około 2,5 mln zł, które mają spowodować zmniejszenie deficytu w przypadku budowy kanalizacji i dróg. Teraz pytanie: po co obligacje na kanalizację, skoro są na to dotacje. Emisja obligacji wskazuje na to, że gmina nie ma wystarczającego zabezpieczenia środków własnych, aby kontynuować inwestycje. Za dwa lata trzeba będzie je spłacić, plus sześciomiesięczny WIBOR. Burmistrz liczy na to, że do 2026 roku, kiedy musi być ostatnia obligacja spłacona, gmina pokryje wykup środkami własnymi. Uważam, że przy takim gospodarowaniu środków na wykup obligacji nie będzie. Przez brak inwestycji widać, że gmina już teraz nie ma środków własnych, a kolejne inwestycje prowadzone w ten sposób doprowadzą do nadmiernego deficytu. Kiedy pogorszą się wskaźniki gminy, może wejść komisarz, a gmina zbankrutować. Kolejnym niepokojącym zdarzeniem jest zaciągnięcie kredytu w wysokości 1,5 mln zł tylko po to, by zmniejszyć nadmierny deficyt. Te pieniądze nigdy nie trafią na inwestycje. Kolejnym symptomem wskazującym na to, że w gminie jest bardzo źle, jest to, że obecny Zakład Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, mimo że ma stratę, z tego, co słyszałem wysokości 2 mln zł, ma zlecane prace. Ma to niby poprawić kondycję, ale tak nie jest. Sytuacja ZGKiM co roku jest coraz gorsza. Złe zarządzanie ZGKiM i nietrafione pomysły, przegrany przetarg na wywóz śmieci pogłębiają tą sytuację. Przy liczeniu indywidualnego współczynnika zadłużenia gminy bierze się pod uwagę wydatki i przychody, a także zaciągnięte kredyty, a nie jest brana pod uwagę strata jednostki komunalnej ze stuprocentowym udziałem gminy. Takie zabiegi stosują gminy, które są bardzo mocno zadłużone i bankrutują. Mamy rok wyborczy, więc burmistrz chciał się pochwalić jakimiś inwestycjami. Moim zdaniem gmina jest już przy granicy 60 procent. Ja to zauważyłem już dwa lata temu, że coś się złego dzieje, że nie ma inwestycji. A jeśli są, to wykonuje je ZGKiM. Zakład ten wygrał przetarg w Kobylej Górze, po czym tego nie zrealizował. Z tego co słyszałem, obecnie gmina płaci z tego tytułu kary. Dlaczego dług ZGKiM jest ponad dwa lata utrzymywany? Spółka musi przynosić zysk. Sytuacja finansowa gminy jest nieciekawa. Burmistrz ratuje się sztuczkami. Boję się, że nie będzie kolejnych wyborów i wejdzie komisarz, a gmina zostanie zlikwidowana i wchłonięta prze inną. Nie było w ostatnich latach żadnych inwestycji, jedynie w ciągu ostatnich dwóch lat, żeby pokazać, że coś się robi. Dlaczego nie przyspieszono zmiany planu zagospodarowania przestrzennego? Obecny plan nie był zmieniany od 2004 roku. Prowadzone są jedynie prace nad zmianą: strategia i studium. A przecież ustawa z 2008 roku nakazuje zmianę planu zagospodarowania. Jeśli plan jest niezgodny z ustawą, to można podważyć wszystkie decyzje z nim związane. Gminie obecnie grozi z tego tytułu wypłacenie renty i dwumilionowego odszkodowania dla jednego z właścicieli działek, a nawet do 10 milionów złotych kary. Poprosiłem tego mieszkańca, by jeszcze nie położył gminy, a on mi postawił warunek: burmistrzem nie może być pan Głowacki.

Skoro ten pan miał podstawy, to dlaczego skutecznie przez prawie 10 lat nie dochodził swoich roszczeń?
Bo nie miał pozwolenia na budowę. Obecny plan zagospodarowania nie pozwala na jego działce budować cokolwiek, a można było mu na to pozwolić. Sprawy toczyły się w sądach i jeden z wyroków pozwala mu na żądanie od gminy odszkodowania.

Co oferujesz mieszkańcom miasta i gminy Międzybórz?
Wraz z moimi kandydatami na radnych chcemy całkowicie zmienić zasady funkcjonowania urzędu. Obecnie nie ma dialogu między mieszkańcami a gminą. Chcę doprowadzić do sytuacji, że to mieszkańcy będą decydowali o tym, co będzie robione w gminie. Chcę usprawnić komunikację. Chcę przywrócić rolę radnych, sołtysów, rad sołeckich, mieszkańców, grup społecznych, samorządu mieszkańców w Międzyborzu. Moja żona została tam na przykład przyhamowana w sprawie drogi. Chcę, by ludzie czuli, że mogą decydować.

Które drogi w gminie powinny być Twoim zdaniem wykonane?

Mam znajomych architektów, którzy powiedzieli fajną rzecz. Dziś nikt na osiedlach nie projektuje dróg. Teraz sieje się trawę. Ludzie sami sobie wydeptują ścieżki. Tam, gdzie są takie ścieżki, robi się drogę. To od mieszkańców musi wyjść inicjatywa, gdzie ta droga musi być. Uważam, że priorytetem są chodniki wzdłuż drogi krajowej w Ose i Oskiej Pile. Jeżeli nie będzie działania gminy, sołtysów i rad sołeckich, to tych chodników nie będzie. O te chodniki walczymy od ośmiu lat. W ciągu minionych lat wzrosła ilość samochodów ciężarowych poruszających się po krajówce przez Międzybórz. Ktoś z gminy nie dopatrzył i nie złożył sprzeciwu na przejazd samochodów z niebezpiecznymi substancjami i ciężkich. Był kiedyś plan budowy obwodnicy Międzyborza, była ona ujęta w planie przez 40 lat. Obecnie jest wykreślona, m.in. ze strategii gminy. Chciał się burmistrz pozbyć obwodnicy, bo mu nie pasowała. Trzeba coś zrobić, by aut przez Międzybórz przejeżdżało mniej. Budowa obwodnicy nie jest ujęta w planach Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Pytanie: dlaczego? Ktoś powinien o to zabiegać. W Ministerstwie Infrastruktury usłyszałem, że nie ma tam ani jednego dokumentu, który by świadczył, że ktoś wnioskuje, by w Międzyborzu była obwodnica, czy rondo. Skąd Ministerstwo ma wiedzieć, że nasze miasto potrzebuje takiej obwodnicy?

Wystarczy, że wie Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.
GDDKiA tylko zarządza drogą. Oni mogą tylko zauważyć, że są problemy techniczne na drogach, ale nie są od planowania inwestycji. To Ministerstwo Infrastruktury planuje i decyduje o inwestycjach.

Wróćmy do tego, co konkretnie chcesz zaoferować mieszkańcom.

Zmianę podejścia do mieszkańców. To nie ja będę decydował o gminie, tylko mieszkańcy. Mam taką zasadę: najpierw niech mieszkaniec próbuje coś zrobić, a jeśli mu się nie uda, niech prosi o pomoc gminę. Wiem, że dziś nie ma żłobka, nie ma przedszkola, są problemy ze szkołą podstawową, z Zespołem Szkół Ponadgimnazjalnych. Jest grupa osób niepełnosprawnych, która nie ma żadnego ośrodka rehabilitacyjnego. Osiem lat temu burmistrz obiecywał, że pierwsze, co zrobi, to wyremontuje budynek przy ośrodku zdrowia. Niestety, stoi i dalej będzie stał w ruinie, bo tak naprawdę wyremontowanie budynku nie wystarczy. Musi być zaplecze, musi być parking, a tam nie ma miejsca. Był piękny obszar obok budynku, tylko niestety tam powstał już dom. Nie ma tam tego zaplecza i pewne rzeczy zostały już zaprzepaszczone.

Czy Twoim zdaniem budynek jest już na straty?

Może być przeznaczony pod coś innego. Jest potrzeba żłobka, ośrodka rehabilitacyjnego dla niepełnosprawnych, dodatkowych gabinetów dla lekarzy specjalistów. Nie wiadomo, czy ten budynek da się przerobić na obiekt użyteczności publicznej. Koszty przerosną wybudowanie nowego obiektu. Wracając do mojej oferty. Brak jest w gminie kompleksowego podejścia do pewnych rzeczy. Przykładem jest rondo koło kościoła ewangelickiego. Po co ono powstało? I nadal nie została zmieniona organizacja ruchu. Nikt nie przemyślał tego, że dostawcy mogą mieć kłopot z parkowaniem. Nie popełnię tego błędu, że obiecam mieszkańcom coś, co nie będzie funkcjonować.
Czyli mieszkańcy nie mogą spodziewać się, że obiecasz im konkretne rzeczy. Ja chcę mieszkańców pobudzić. Chcę razem z mieszkańcami podejmować inicjatywy w każdym obszarze. Gmina ma być dla ludzi a nie ludzie dla gminy.

Technicznie jak to sobie wyobrażasz? Przedstawicielami społeczeństwa są radni i to na ich barkach spoczywa decydowanie o sprawach gminy.

Ale są też sołectwa, są sołtysi, są rady sołeckie, jest samorząd mieszkańców, są osoby niepełnosprawne, emeryci i renciści, działkowcy. Nie ma między nimi a urzędem przepływu informacji.

Czyli więcej spotkań?

Więcej współpracy z mieszkańcami, by oni czuli, że są gospodarzami, że zrobili to, co chcieli. Mówi się o miejscu rekreacyjnym przy basenie. Super, ale nie przy drodze krajowej, gdzie jest szum i hałas. Jeśli ma ktoś pomysł, będzie oceniał to zespół ludzi. Taki sam pakiet chcę przygotować dla przedsiębiorców i inwestorów. Jeśli pojawi się jakiś inwestor, to musi otrzymać do rąk konkretny pakiet propozycji, gotowy teren z udogodnieniami. U nas nie ma żadnej strefy ekonomicznej. Tam, gdzie jest strefa ekonomiczna teraz buduje się domy jednorodzinne. Chcę skończyć z kolesiostwem. Nie może być tak, że ktoś mówi: „Byłem u Jarka i załatwiłem”. Musi być rozmowa, kompromis, branie pod uwagę innych mieszkańców.

Czy będziesz weryfikować urzędników?

Musi być ciągłość działania urzędu. Nie wyobrażam sobie, że nagle wymienię całą kadrę. Pytanie: po co? Urzędnikowi trzeba tylko dać autonomię i możliwość decydowania, oczywiście nie w strategicznych sprawach. W marcu został złożony wniosek o zmianę organizacji na rondzie. Mamy październik i nic nie jest zrobione. Sprawy w urzędzie załatwiane są za długo. Wszyscy w urzędzie czekają na to, aż burmistrz zadecyduje. Te sprawy się kumulują i niektóre nie będą nigdy załatwione, bo jest ich za dużo.

Czy Twoim zdaniem ośrodek kultury dobrze funkcjonuje, czy coś trzeba zmienić?
Odnosiłem kiedyś wrażenie, iż jest to bardziej dom weselny niż dom kultury. Obecnie mam inne zdanie, bo jest coraz więcej zajęć w ośrodku. Bardzo dobrze, tylko że wszystko jest organizowane z budżetu gminy, a pomyślmy też o dofinansowaniu z zewnątrz. Nie ma osób w gminie, które by się zajmowały pozyskiwaniem środków i pisaniem projektów unijnych. Przykładem jest program Czyste Powietrze. Na spotkaniu w tej sprawie nie było nikogo z gminy. W ramach tego programu można przeszkolić dowolną ilość osób w gminie, by mieszkańcy potrafili składać wnioski. Nie ma zainteresowania w Międzyborzu. Urząd powinien pomóc mieszkańcom, by pozyskali środki w ramach tego programu.

Powiedz kilka słów o sobie.
Mam 51 lat. Prowadzę obecnie biuro rachunkowe w Międzyborzu. Firma funkcjonuje blisko 22 lata. Jest to rodzinna spółka. Jednocześnie pracowałem też w bankach. Ukończyłem technikum mechaniczne w Sycowie na kierunku budowy maszyn, potem informatykę na Uniwersytecie Wrocławskim jako programista i w zawodzie tym pracowałem przez ponad 10 lat w Banku Południowo-Zachodnim, obecnie jest to Bank Polskiej Spółdzielczości. Nie pracowałem w konkretnym oddziale, tylko w centrali. Byłem kierownikiem zespołu programistów. Miałem też dwuletni epizod w Banku Spółdzielczym. Potem skupiłem się na naszym biurze rachunkowym. Ponieważ mój tato Jerzy Ostrowski jest biegłym rewidentem z wieloletnim doświadczeniem, był szefem biura. Dziś ma 75 lat i pojawiła się potrzeba uzyskania przez mnie uprawnień, które przez jakiś czas były wymagane. Ukończyłem podyplomowe studium na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu na kierunku rachunkowość. Po obronie pracy uzyskałem z Ministerstwa Finansów certyfikat księgowego, który pozwala mi na prowadzenie pełnej księgowości. Dziś te uprawnienia nie są wymagane, jednak nie żałuję ukończenia tej szkoły. Mam żonę Joannę i córkę Aleksandrę. Córka ma 19 lat. Ukończyła Liceum Ogólnokształcące nr 14 we Wrocławiu. W trakcie nauki mieszkała w internacie, co nauczyło ją samodzielności. Po maturze postanowiła kontynuować naukę w szkole języka angielskiego… w Australii. Wylatuje na trzy miesiące.

Rodzice będą płakać.
Raczej nie, jednak nie z tego powodu, że nie mamy super relacji. Właśnie dlatego, że się świetnie rozumiemy i ze względu na nasze dobre relacje z dzieckiem, pozwalamy córce na rozwijanie się w tym kierunku, w którym chce. Pragniemy zapewnić jej jak najlepsze wykształcenie. Chcemy, by radziła sobie w życiu i sama o nim decydowała. Ola wybrała Australię, gdyż koszt przelotu finansowany jest przez szwajcarską szkołę, którą wyszukała w internecie.

Czy Twoje umiejętności i zdobyta wiedza mogą być Ci przydatne w pełnieniu funkcji burmistrza?
Wiadomo, że rachunkowość budżetowa jest nieco inna niż dotycząca przedsiębiorstw, ale zasady rachunkowości wszędzie są takie same i nie są mi obce. Wiem, co trzeba zrobić, by pozyskać środki, wiem, jak umiejętnie wydatkować, by bilans się nam zamknął, znam pojęcie deficytu budżetowego. Mój ojciec był przez kilka lat skarbnikiem w gminie Międzybórz i chętnie dzieli się ze mną wiedzą na temat budżetu gminy. Oczywiście nie mam pełnej wiedzy o budżecie gminy, jednak jestem zdania, że ktoś taki jak ja, nie skrzywiony pracą urzędniczą, ze świeżym spojrzeniem, jest w stanie poprowadzić tę gminę. Chodzi mi o zmianę podejścia do spraw gminy i mieszkańców. Wiadomo, że są pewne schematy, według których urzędnik powinien postępować, bo narzucają mu to przepisy, ale można też wprowadzić nowe rozwiązania, na które nikt nie wpadł, bo kontynuuje się pewne schematy urzędnicze. Jestem zdania, że urzędnikom należy dać swobodę działania, by autonomicznie podejmowali decyzje i za nie odpowiadali.

Jakich masz radnych na liście?

Nie szukałem radnych w wioskach. Założyłem, że każda wioska powinna sama sobie radnych wybrać. Kandydaci z Międzyborza sami zgłosili się do mnie. Nie chodziłem od domu do domu i nie prosiłem nikogo. Z wiosek przyszli do mnie moi aktualni kandydaci sami. Wśród kandydatów są: Grzegorz Lechowicz, Roman Stasiak, Ireneusz Szymczak, Olga Bystrzyńska, Mariusz Walczybak, Krzysztof Fita, Marzena Drobnica, Grzegorz Chrzuściel, Irena Bańkowska, Barbara Drzewiecka i Wiesław Plichta.

Czy stoisz po stronie polskiej Konstytucji? Ponoć masz poparcie Prawa i Sprawiedliwości.

Zawsze byłem za tym, by przestrzegać prawa. A to przekonanie o poparciu dla mnie ze strony PiS-u wzięło się z tego, że wspieram Marka Kosmalę, radnego powiatu, który jest bezpartyjny, choć startuje w wyborach z list PiS-u. Uważam, że należy wspierać każdą pozytywną inicjatywę, nawet od przeciwnika.

Marek Kosmala ma konserwatywne poglądy, które Ty podzielasz?

Lubię ludzi, którzy mają coś do zaproponowania, chcą działać i działają. Nieważne, jakie mają poglądy polityczne. Jeśli to będzie skrajny prawicowiec, ale zrobi dużo dla ludzi, to będzie miał mój szacunek. Nie zapytałem nigdy nikogo, jakie ma poglądy polityczne. Pytam ludzi, co chcą zrobić.

Jakie jest Twoje stanowisko wobec kościoła?
Uważam, że każdy powinien wykonywać to, do czego został stworzony. Uważam, że instytucja kościoła nie powinna ingerować w sprawy typowo państwowe. To powinno być rozdzielone. Oczywiście jeśli ksiądz zrobi coś dobrego, na przykład ogłosi coś ważnego w kościele, to mu za to podziękuję. Jeśli natomiast będzie mówił w kościele, na kogo trzeba głosować, to tego tolerować nie będę.

Jeśli natomiast ksiądz wyciągnie rękę i będzie chciał dostać pieniądze od gminy?

Pieniądze powinny trafiać tam, gdzie są potrzeby. Jeśli będzie chciał zorganizować wycieczkę dla dzieci – to czemu nie.

Ale przecież kościół ma ogromne pieniądze. Ksiądz przychodzi do burmistrza i chce, by ten, przypuśćmy, dał pieniądze na nagrody dla dzieci w konkursie piosenki religijnej. Burmistrz powinien, czy nie powinien dać tę kasę? Albo na organizację dożynek przez parafię.
Jeśli rzeczywiście będzie to z korzyścią dla ludzi, to pieniądze znajdą się na to. A dożynki to święto rolników, a nie księży i to rolnicy powinni decydować, czy chcą współpracy z księdzem czy nie. Nie można uginać się pod presją jednego sołectwa, które chce księdza przyklejonego do dożynek. To święto rolników. Mieszanie do tego kościoła jest nie na miejscu. Ksiądz nie powinien dominować przy organizacji takiego święta. Widzę tu jedynie możliwość współpracy przy ewentualnych projektach.

Czy obejrzysz „Kler”?
Wychodzę z założenia, że trzeba najpierw coś zobaczyć, by móc oceniać, dlatego obejrzę. Nie rozumiem tych gmin, które zabraniają emisji tego filmu w kinach. Oceniam ludzi nie po poglądach czy przynależności partyjnej, tylko patrzę, jacy są, co sobą reprezentują, co robią.

Mniej wina w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie