Syców: Zawiódł go Dariusz Maniak. Jan Poniecki czeka na odpowiedź urzędu 10 miesięcy!

Beata Hadas-Haustein
Niby banalny problem, a jednak od przeszło 10 lat urzędnicy nie potrafią pomóc przedsiębiorcy. Także ci, którzy obiecywali, że będą „dla ludzi"
Niby banalny problem, a jednak od przeszło 10 lat urzędnicy nie potrafią pomóc przedsiębiorcy. Także ci, którzy obiecywali, że będą „dla ludzi" Fot. Archiwum Jana Ponieckiego
Mieszkaniec Ślizowa Jan Poniecki czeka na odpowiedź na swoje pismo skierowane do burmistrza Dariusza Maniaka od 27 stycznia tego roku!

Pan Jan Poniecki od ponad 30 lat prowadzi w naszym mieście przy placu Wolności 17, czyli w rynku, sklep ze sprzętem elektronicznym oraz usługami naprawczymi takiego sprzętu. Obiekt jest tak nieszczęśliwie zlokalizowany, że wejście do zaplecza sklepu, gdzie pan Jan zajmuje się naprawą sprzętu, znajduje się w bramie tuż przy miejscach parkingowych. Tam też znajduje się magazyn, do którego trafiają sprzęty o wielkich gabarytach.

Charakter pracy pana Jana to częste wyjazdy po sprzęt do naprawy, najczęściej są to telewizory wielkości nawet 65 cali. Taki sprzęt pan Jan musi wnieść na zaplecze sklepu, jednak tutaj pojawiają się schody. Otóż miejsca parkingowe w tym miejscu są po powrocie naszego rozmówcy najczęściej zajęte. – Bywa, że kręcę się autem jak bąk po okolicy w poszukiwaniu wolnego miejsca do zaparkowania – relacjonuje. – Często są to miejsca dość oddalone od mojego serwisu i muszę sprzęt dźwigać, co jest dla mnie wielką uciążliwością.

Pan Jan od kilku lat ciężko choruje. Jest po wielu zabiegach, które są powodem przepukliny. Dźwiganie zdecydowanie nie służy ślizowianinowi. To jest też źródło ciągłego stresu, który nie pozostaje bez znaczenia dla zdrowia przedsiębiorcy.

– Jadąc do klienta montować czy ustawiać antenę, muszę podjechać tyłem pod bramę w moim serwisie, by załadować drabiny, skrzynki z wiertarkami, stojakami i masztami antenowymi oraz samymi antenami – opowiada. – Klient oczekuje, że wykonam usługę szybko. Pojawia się jednak banalny problem z załadowaniem tego wszystkiego do auta, gdy miejsca parkingowe przed bramą są zajęte. Wtedy jestem zmuszony zablokować wyjazd parkującym, co nastręcza mnóstwo nieprzyjemnych sytuacji. Ludzie są coraz mniej życzliwi. Nie każdy chce odjechać, by zrobić mi miejsce. Lub też ktoś chce wyjechać w trakcie załadunku. To jest naprawdę stresująca sytuacja, która ciągnie się latami – opowiada pan Jan. – Jestem non stop straszony policją, wyzywany.

Poza tym takie przenoszenie sprzętu między zaparkowanymi autami grozi też uszkodzeniem tych aut, co dodatkowo stresuje naszego rozmówcę.

– Wraz z synem, który prowadzi ze mną firmę, żyjemy od lat w ciągłym stresie – mówi nam pan Jan. – Mam już 73 lata, ostatnie 15 lat to ciągła walka z aż sześcioma nowotworami. Jestem siedem miesięcy po operacji raka trzustki. Pracuję, by nie mieć czasu na rozmyślania o chorobach. Czy to coś złego, że chciałbym spokojnie wykonywać swoją pracę, bez stresu? – pyta retorycznie. – By tak się stało, bym bez stresu mógł pracować w tym mieście, trzeba by na wprost bramy do mojego sklepu postawić pionowy znak zakazu parkowania z tabliczką pod znakiem - „Nie dotyczy właściciela posesji” – takiej mniej więcej treści pismo pan Jan pozostawił w sycowskim magistracie 27 stycznia tego roku.

Na końcu napisał: – Proszę pana burmistrza o dokładne przeanalizowanie moich argumentów i pozytywne załatwienie mojej prośby.

Urzędnicy mówią: nie da się

Pismo pozostało do dziś bez echa, bez żadnej pisemnej odpowiedzi. Ślizowianin spotkał się jeszcze kilkukrotnie zarówno z burmistrzem Dariuszem Maniakiem, jak i zastępcą Arturem Drzyzgą oraz kierownikiem wydziału infrastruktury Markiem Grendą. – Przypominałem się spokojnie – relacjonuje. – Słyszałem tylko, że nie ma takiej możliwości, by wyłączyć z parkowania to jedno miejsce. Od 30 lat nie mam dostępu do swojej prywatnej posesji. Ludzie, którzy mnie znają, pozostawiają to miejsce puste, ale przyjezdni tego nie rozumieją. Władza tłumaczy się, że nie ma miejsc parkingowych i nie mogą wyłączać tego jednego. Argumentują też, że inni właściciele posesji też się za chwile odezwą z takim wnioskiem. Ale przecież jest rozwiązanie. Miejsca parkingowe są przy ulicy Ogrodowej. Poza tym ja też parkuję, tyle że w innym miejscu – więc na jedno wychodzi, a przecież tak by mi to ułatwiło pracę.

Pan Jan kręci głową, gdy o tym opowiada. Wspomina kampanię wyborczą pana Maniaka, gdy odwiedził go w domu w Ślizowie. Wtedy Maniak chętnie rozmawiał. Dzisiaj jest już problem. – Bardzo zawiodłem się na tym burmistrzu – zaznacza pan Jan. – Nie tak miały wyglądać te rządy. Ten pan miał być dla ludzi, a niestety nie ma dla nich czasu ani zrozumienia.

Wiadomości z Sycowa, Dolnego Śląska i kraju w jednym miejscu

Kryzys klimatyczny, kryzys demograficzny?

Wideo

Dodaj ogłoszenie