Jestem w WOT, bo chcę pomagać

Partnerem cyklu jest Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej
Rozmowa z kpr. Adrianem Słowiakiem, informatykiem, absolwentem budownictwa i inżynierii środowiska, żołnierzem 16 Dolnośląskiej Brygady Obrony Terytorialnej.

Jak Pan trafił do terytorialsów?

Pochodzę z województwa opolskiego, skończyłem technikum na kierunku informatycznym, potem studia we Wrocławiu: budownictwo i inżynierię środowiska. Pod koniec studiów pojawiła się możliwość wstąpienia do Wojsk Obrony Terytorialnej, o naborze dowiedziałem się z internetu. Pomyślałem, że mogę to połączyć ze studiami i z pracą, więc zgłosiłem się do Wojskowej Komendy Uzupełnień, tam skierowano mnie na badania lekarskie i testy psychologiczne. Następne było 8-dniowe szkolenie wyrównawcze, krótsze niż podstawowe, bo wcześniej miałem już styczność z wojskiem. W 2019 r. ze stopniem kaprala ukończyłem Legię Akademicką w Brzegu, w I pułku saperów (Legia Akademicka to ochotnicze szkolenie studentów organizowane przez MON i MNiSW, daje możliwość uzyskania stopnia wojskowego i pełnienia czynnej służby wojskowej – przyp. red.).

Czego uczą się kandydaci na żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej?

Aby zostać żołnierzem WOT, trzeba przejść 16-dniowe szkolenie podstawowe lub 8-dniowe szkolenie wyrównawcze. Mieliśmy szkolenie medyczne, uczono nas zasad bezpiecznego posługiwania się oraz budowy broni, ponadto: strzelanie, zajęcia z taktyki czy poruszania się po terenie. Trzeba się trochę zmęczyć i ubrudzić.

To chyba nie jest zajęcie dla każdego…

Biorąc udział w tym szkoleniu, przez kilkanaście dni od rana do nocy, mamy możliwość sprawdzenia się, zmierzenia się z samym sobą. Jeśli ktoś jest w miarę sprawny fizycznie i ma chęci, bez problemu przejdzie szkolenie i w WOT sobie poradzi. W naszych szeregach jest bardzo dużo kobiet, które sprawdzają się m.in. w szpitalach, gdzie mierzą temperaturę i pobierają wymazy oraz wykonują prace administracyjne. Dowództwo stara się wykorzystywać umiejętności, jakie mają poszczególne osoby z uwagi na wykształcenie czy wykonywany zawód przy kierowaniu na różne kierunki wsparcia. Poza tym, żołnierze stale podnoszą swoje kwalifikacje. Raz w miesiącu odbywają się tzw. szkolenia rotacyjne, na których doskonalimy m.in. strzelanie i obsługę broni, trenujemy postawy strzeleckie. Uczestniczymy również w kursach doskonalących, takich jak kwalifikowana pierwsza pomoc, prowadzonych przez instruktorów i ratowników pogotowia oraz straży pożarnej.

Jak zaczęła się Pana służba w WOT?

Jak każdy żołnierz, dostałem mundur, buty, kurtkę, karimatę, śpiwory i niezbędne wyposażenie. Pojechałem na szkolenie poligonowe. Miesiąc po jego zakończeniu wezwano mnie do stawienia się w jednostce. W Polsce odnotowano pierwszy przypadek COVID. Jednym z priorytetowych zadań było zapobieganie rozprzestrzeniania się koronawirusa. Wprowadzono wiele obostrzeń, ograniczono ruch transgraniczny i przywrócono kontrolę na przejściach drogowych. Zostałem skierowany do wsparcia Straży Granicznej w ochronie granicy państwowej z Niemcami i Czechami. Przez dwa tygodnie mogłem pomagać, a przy okazji poszerzać swoją wiedzę w zakresie zadań, jakie realizują moi koledzy z innej formacji. Po powrocie do Wrocławia otrzymałem nowe zadanie. Tym razem było to wsparcie kombatantów, Sybiraków i innych organizacji niepodległościowych. To zadanie sprawiło mi ogromną radość, ponieważ miałem możliwość pomagania i poznawania wspaniałych ludzi, którzy walczyli o nasz kraj, o wolną Polskę. Od pierwszego wezwania do tej pory niemal przez cały czas jestem w jednostce. Miałem jedną miesięczną przerwę na napisanie pracy magisterskiej, którą potem obroniłem zdalnie, przebywając na poligonie w Świętoszowie.

Czym się Pan kierował, wstępując do terytorialsów?

Złożyło się na to kilka czynników: to, jak zostałem wychowany, moje zainteresowania militariami i wojskowością oraz chęć niesienia pomocy innym. Podczas studiów działałem w kole naukowym - raz w roku organizowaliśmy pomoc dla jednego z wrocławskich domów dziecka. Na naszej uczelni zbieraliśmy pieniądze, a potem jechaliśmy remontować dzieciom pokoje. Dalej chcę pomagać i mam możliwość realizowania tej potrzeby w WOT.

Co dla Pana w tej służbie jest najważniejsze?

Szczególnie ważne są dla mnie spotkania z ludźmi. Przyjeżdżamy, wręczamy paczki, rozmawiamy. Raz pojechaliśmy do małej miejscowości pod Wrocławiem z paczkami dla osób przebywających na kwarantannie. Jedną z takich osób był mężczyzna w średnim wieku. Bardzo zaskoczony naszą wizytą, dopytywał, kim jesteśmy, skąd przyjechaliśmy, kto organizuje tę akcję. Gdy tylko odjechaliśmy, zadzwonił do nas z pytaniem, co ma zrobić, żeby też tak pomagać i czy może wstąpić w szeregi WOT. Przyjął pomoc i od razu chciał coś dać od siebie! Takie momenty są bardzo miłe.
Ale bywają też trudne chwile, gdy odwiedzamy osoby starsze, samotne, które naprawdę tej pomocy potrzebują. Mieszkają biednie, żyją bardzo skromnie, są zdani tylko na siebie. Gdy przyjeżdżamy z paczkami i dobrym słowem, płyną łzy. Wtedy wiem, że moja decyzja o wstąpieniu do WOT była słuszna, a niesienie pomocy innym to najlepsza opcja.

Jaki stosunek do Pana służby w WOT mają bliscy, znajomi? Nie mają żalu, że nie ma Pan dla nich czasu?

Znajomi i rodzina mnie wspierają, rozumieją to, cieszą się z moich sukcesów. Nigdy nie usłyszałem od nich pytania: „po co ci to?”. Zresztą, moje życie niewiele się zmieniło, ja nigdy nie miałem za wiele wolnego czasu (śmiech). Polecam służbę w terytorialsach wszystkim, którzy mają chęć sprawdzenia się, pomagania, interesują się wojskowością, myślą o służbie zawodowej. Ja robię to, co lubię, mam kontakt ze środowiskiem wojskowym, współpracuję z moimi kolegami w mundurze, mogę się rozwijać. Myślę o tym, by w przyszłości zostać żołnierzem zawodowym.

Dodaj ogłoszenie