Eryk Sobków: Najpierw muszę odbudować się w drugim zespole Zagłębia

Dawid Foltyniewicz
Dolnośląskie rozgrywki Pucharu Polski wchodzą w decydującą fazę. W minioną środę w Polkowicach rozegrano finał na szczeblu legnickim. Miejscowy KS Polkowice w pełni zasłużenie pokonał 2:0 rezerwy Zagłębia Lubin. W podstawowym składzie drużyny "Miedziowych" zagrał 21-letni Eryk Sobków, który ma już na koncie 14 występów i trzy gole w seniorskiej ekipie.

Finał regionalnego Pucharu Polski (2:0 dla KS-u Polkowice) nie zakończył się po myśli Sobkowa i jego kolegów. Młody napastnik - pomimo swojego słusznego wzrostu (188 cm) był bardzo zwrotny i pokazywał niezłe przyspieszenie, lecz tym razem te atuty to było za mało, by trafić do siatki. Niewiele brakowało w 74 min, kiedy piłka po jego uderzeniu głową poszybowała minimalnie obok słupka. - Nie potrafiliśmy dłużej utrzymać się przy piłce, z trudem przychodziło nam budowanie akcji, stąd też brak celnego strzału w dzisiejszym spotkaniu - podsumował krótko mecz w Polkowicach.

Sobków ostatniej zimy wrócił do Lubina z wypożyczenia do Znicza Pruszków i dołączył do II drużyny, prowadzonej przez Piotra Jacka. 21-latek miał swój udział w półfinałowym zwycięstwie „Miedziowych” nad KS-em Legnickie Pole w regionalnym Pucharze Polski okręgu legnickiego. Dwukrotnie pokonał bramkarza rywali, a Zagłębie zdominowało przeciwników, wygrywając 7:2.

Sobkowa w seniorski futbol wprowadzał trener Stokowiec. Na początku 2015 roku 18-letni wówczas napastnik uczestniczył w zimowych przygotowaniach Zagłębia, które występowało wówczas na zapleczu Lotto Ekstraklasy. Jego debiut w pierwszym zespole przypadł na mecz z Wigrami Suwałki i nawet udało mu się pokonać bramkarza rywali, choć... sędzia dopatrzył się pozycji spalonej. Jak sam przyznaje, wiele zawdzięcza swoim rodzicom. - Mama przyznała, że bardzo cieszyła się z bramki, bo myślała, że gol zostanie uznany. Później się troszeczkę rozczarowała. Tato akurat wyjechał do Niemiec i nie widział mojego debiutu. Na trybunach siedziały jednak jeszcze siostra i moja dziewczyna, więc miałem dodatkowe wsparcie - mówił Sobków.

W systemie z jednym wysuniętym napastnikiem piłkarz urodzony w Bolesławcu nie otrzymywał zbyt wielu szans na grę. Jego konkurentami do miejsca w składzie byli Michal Papadopulos oraz Krzysztof Piątek, który później odszedł do Cracovii, gdzie wyrósł na jednego z czołowych strzelców Lotto Ekstraklasy. Sztab szkoleniowy Zagłębia podjął decyzję o wypożyczeniu Sobkowa do GKS-u Katowice. Zapewne inaczej wyobrażał on sobie swój pobyt na Śląsku. W barwach „Gieksy” zaliczył dziesięć występów i tylko raz w tym czasie wpisał się na listę strzelców.

Po przygodzie w GKS-ie przyszedł czas na niższy szczebel rozgrywek i występy w II-ligowej Kotwicy Kołobrzeg. Na dobrą sprawę Sobków na długo w tej drużynie... nie zakotwiczył. W nadmorskim klubie mógł natomiast pochwalić się lepszymi statystykami: 15 meczów, cztery bramki i dwie asysty. Mimo tego wypożyczony z Zagłębia zawodnik nie pomógł kołobrzeżanom w utrzymaniu. Kotwica zajęła 16. miejsce, co oznaczało spadek do III ligi.

Do trzech razy sztuka? Zapewne z takim nastawieniem Sobków udawał się na wypożyczenie do Znicza Pruszków. Kiedy Robert Lewandowski odchodził z mazowieckiego zespołu do Lecha Poznań, miał 20 lat. Tyle same, co napastnik Zagłębia, kiedy pojawił się w Pruszkowie. Porównania do kapitana reprezentacji Polski na tym się jednak niestety kończą. Przez pół roku Sobków ani razu nie wpisał się na listę strzelców. Na boisku przebywał średnio 52 minuty (11 spotkań).

- Podczas każdego z okresu moich wypożyczeń dużo się nauczyłem i na pewno nie mogę tego uznać za stracony czas. Wróciłem po kontuzji, dlatego najpierw muszę się odbudować w drugim zespole Zagłębia i dać dobre występy tutaj. Dopiero wtedy mogę myśleć o przyszłości i miejscu w kadrze pierwszej drużyny - dodaje.

Jak zakończy się misja powrotu Sobkowa do ekipy lubinian w Lotto Ekstraklasie? Trudno na razie wyciągać daleko idące wnioski z pracy trenera Lewandowskiego (przejął Zagłębie pod koniec rundy jesiennej). W ostatnim meczu z Jagiellonią Białystok (1:0) pozwolił jednak zadebiutować 19-letniemu Bartoszowi Sliszowi, czym pokazał, że nie boi się stawiać na młodzież, nawet w trudnych momentach.

KS Polkowice - KGHM Zagłębie II Lubin 2:0 (2:0)
Bramki: Bednarski 16, Azikiewicz 20

KS Polkowice: Primel (85 Furtak), Kowalski-Haberek, Galas (62 Konefał), Zawadzki, Radziemski (68 Surożyński), Nowacki (79 Piotrowski), Szuszkiewicz, Bednarski (56 Kobiela), Karmelita, Azikiewicz (35 Ziemniak), Ostrowski.

Zagłębie II Lubin: Kalinowski – Gołębiowski (68 Ryś), Soszyński, Nowak (46 Hodyna), Dudziak (79 Nahrebecki), Andrzejczak (87 Mucha), Spychała, Sobków (82 Wierzchowski), Szota, Pietrzak, Witsanko (60 Nespor).

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie