Autor: Piotr Bera

2016-07-15, Aktualizacja: 2016-07-22 10:53

Trener mentalny o polskiej reprezentacji: "Jesteśmy zdecydowanie silniejsi"

- Przełom nastąpił w 2014 roku, gdy wygraliśmy z Niemcami. Wtedy piłkarze zbudowali pewność siebie, a drużyna uwierzyła, że może przenosić góry. Na Euro tylko dołożyli cegiełkę - mówi Paweł Frelik. Z trenerem mentalnym rozmawialiśmy o psychice piłkarzy polskiej reprezentacji i zrzucaniu balastu.

Paweł Frelik, to trener mentalny z 9-letnim doświadczeniem, który współpracuje z siedmioma ćwierćfinalistami Euro 2016. Na co dzień z jego pomocy korzystają: Kamil Grosicki, Sławomir Peszko, Karol Linetty, Mariusz Stępiński, Filip Starzyński, Thiago Cionek i Jakub Wawrzyniak. Współpracował też z trenerem Nawałką. Głównym celem treningu mentalnego w sporcie jest zwiększenie szans na sukces poprzez wykorzystanie do maksimum potencjału i uzyskaniu kontroli nad emocjami podczas wykonywanych zadań.

Reprezentacja Polski pokazała podczas Euro 2016, że może walczyć z najlepszymi. Tym razem już nie graliśmy „meczu otwarcia, o wszystko i o honor”. Skąd taka zmiana, zwłaszcza w nastawieniu?

Jesteśmy zdecydowanie silniejsi, a zawodnicy są bardziej świadomi. Jeszcze kilkanaście lat temu każdy wyśmiewał trening mentalny oraz dyskusje dotyczące słabości psychicznej gracza. Często słyszę pytanie: "w jaki sposób można zmierzyć, czy dany gracz jest silniejszy psychicznie? Zawsze odpowiadam, że to widać gołym okiem. Na Euro nasi reprezentanci walczyli o każdą piłkę i utożsamiali się z drużyną.


© archiwum prywatne Pawła Frelika

Trener mentalny Paweł Frelik z Kamilem Grosickim

Spokojem emanował również Adam Nawałka. Selekcjoner nie podejmował pochopnych decyzji.

Mentalność zespołu zaczyna się od sposobu myślenia trenera. Szkoleniowiec musi być wewnętrznie niezniszczalny i przepełniony gigantycznym nastawieniem na wygrywanie, walkę i wykorzystanie posiadanego potencjału. Dzięki temu można wydobywać uśpione zasoby, które drzemią w każdym z nas. Można wyciągać pozytywy i nie martwić się, że np. gramy gorzej w ataku pozycyjnym.

Od półfinału mistrzostw Europy dzielił nas zaledwie jeden rzut karny. Utarło się, że o rzutach karnych mówimy w kontekście loterii czy szczęścia. To nieprawda, bo przy karnych liczy się pewność siebie. Nie ma dobrze obronionych karnych, są tylko źle strzelone.

Z perspektywy mentalnej podzieliłbym serię jedenastek na dwie różne role. Bramkarz musi czytać przeciwnika i analizować przed meczem, w jaki sposób dany gracz strzela. Przeprowadza wizualizację swojej interwencji i to jest niezwykle istotne, jak mocno jest w stanie wyobrazić sobie przebieg wydarzeń. Dla bramkarza obrona strzału jest jak strzelenie bramki przez napastnika – to go nakręca. Pracowałem z wieloma golkiperami i byli tacy, którzy uważali, że obronili dwa karne w życiu. Trzeba się przełamać i zacząć wierzyć, że wyciągnie się strzał lub będzie bardzo blisko obrony.

Presja na strzelającym jest znacznie większa. Jak nie trafi, to kibice wyleją mu wiadro pomyj na głowę.

Gracz z pola stoi przed gigantyczną presją. Przedstawię to obrazowo. Proszę czasem zawodników, żeby zrobili pompki. Siadam wtedy na nich i jestem sporym balastem. Niewielu się udaje podnieść ze mną na plecach. Później schodzę i proszę o drugie podejście. Wykonują pompkę bez problemu. Następnie proszę o pompkę z klaśnięciem, co też nie jest trudne. Najważniejsze, to pozbyć się balastu, nad czym trzeba regularnie pracować. Piłkarz powinien tak dobrze siebie znać, żeby przed karnym zrzucić ten balast i wyobrazić sobie przysłowiową pompkę z klaśnięciem. Tak zachowywał się Grzesiek Krychowiak. Widać było, że przy karnych z Portugalią „był lekki mentalnie” a nie spanikowany. Nie biegał oczami, nie łapał mocnych oddechów. Niestety nie było dane mu strzelić.


© Bartek Syta/ Polska Press

Grzegorz Krychowiak podczas Euro 2016

Tak zachowywał się Simone Zaza. Włoch przed rzutem karnym z Niemcami wykonał kilka drobnych kroczków, jakby chciał opóźnić oddanie strzału. Wiedział, że nie trafi.

Zdarzają się sportowcy, którzy przed wejściem na murawę czy ring przegrywają walkę jeszcze przed jej rozpoczęciem. Bardzo możliwe, że Zaza nie potrafił zrzucić balastu i „ktoś siedział na nim”, gdy miał wykonać pompkę. Mimo wszystko daleki byłbym od stwierdzenia, że zlekceważył sytuację. Na takim poziomie głód gry w następnej fazie turnieju jest tak duży, że piłkarz dałby z siebie wszystko, żeby grać dalej. Niektórzy przyznają, że karne ich przerastają, ale większość jest mentalnie dojrzała do tego wyzwania.
Zresztą karne na wielkich turniejach spudłowali Roberto Baggio, Leo Messi czy Cristiano Ronaldo. To przypomina, że człowiek nie jest doskonały. Zawodnicy oczekują od siebie idealnych zagrań, co ich czasem gubi.


Po meczu z Portugalią Łukasz Fabiański przepraszał za to, że nie obronił żadnego karnego – także ze Szwajcarią. Powinien mieć wyrzuty sumienia? Przeciwnicy wykonywali jedenastki perfekcyjnie.

Niektórzy zawodnicy są bardziej uczuciowi, a co za tym idzie - cierpliwi i empatyczni. To powoduje, że skupiają się na swojej pracy i zwiększają jakość jej wykonania. Druga strona medalu jest taka, że są wrażliwi i w pewnym momencie pękają emocjonalnie. Łukasz jest introwertykiem i wszystko bardzo mocno przeżywa. W samolocie po meczu ze Szwajcarią powiedział do kamery, że wykonał swoją pracę. Po prostu dobrze się ustawił i zrobił, co trzeba nie wpuszczając bramki po strzale głową Erena Derdiyoka z drużyny Szwajcarii. Był przy tym bardzo spokojny. "Fabian" nie musi być „kocurem”, żeby stać się jednym z najlepszych bramkarzy turnieju.



Łukasz Fabiański podczas turnieju

Przykładem zawodnika, który winił się za wszystko, był Robert Enke. We wstrząsającej biografii „Życie wypuszczone z rąk” idealnie pokazano, jak były reprezentant Niemiec, gracz Barcelony i kapitan klubu Bundesligi winił się za każdą wpuszczoną bramkę. W końcu po dwóch depresjach popełnił samobójstwo.

Nie wolno się zbyt mocno biczować. Owszem, to podnosi jakość i motywuje do wytężonej pracy, ale nie wolno przesadzać.
Kiedyś rozmawiałem z bramkarzem, którego zespół przegrał 0:4. Przyznał, że czuje się świetnie, bo nie zawinił przy żadnej bramce. Jego zdaniem obrońcy zagrali bardzo słabo. Kluczem jest znalezienie złotego środka. Popadanie w skrajność nie przyniesie żadnych korzyści.

Który moment Euro 2016 był przełomowy dla naszej reprezentacji?

Przełom nastąpił w 2014 roku, gdy wygraliśmy z Niemcami. Wtedy piłkarze zbudowali pewność siebie, a drużyna uwierzyła, że może przenosić góry. Od tego momentu podchodzili do każdej rywalizacji z przekonaniem o własnej sile. Przez kolejne miesiące regularnie „gryźli trawę”, wkładali głowę tam, gdzie nikt nie włoży nogi i biegali za trzech. Powtarzalność dobrych występów to niezwykle ważna kwestia. Na Euro tylko dołożyli cegiełkę. W ostatnich latach wygrana w pierwszym meczu na wielkim turnieju znajdowała się jedynie w sferze marzeń. A tu proszę - 1:0 z Irlandią Północną.


© Bartek Syta/ Polska Press



To pokazali w ćwierćfinale. W wywiadach pomeczowych przyznawali, że mogli ograć Portugalię. Krychowiak i Lewandowski żałowali, że nie zaatakowali mocniej po zdobyciu bramki.

Proces powtarzalności cały czas trwał. Niektórzy uronili łzę, bo po ludzku było im szkoda. Wszyscy czuli, że mają wpływ na wynik. To nie była sromotna klęska, tylko wyrównany mecz, gdzie liczyły się detale.

Przed turniejem ciągle mówiło się o transferze Piotra Zielińskiego do Liverpoolu i podkreślano, że jest jedną ze wschodzących gwiazd. W rezultacie zagrał jedynie fatalne 45 minut. Zabrakło mu dojrzałości emocjonalnej?

Kiedy ostatni raz dostał pan mandat?

Rok temu.

Wskazałby mi pan teraz to miejsce lub dokładnie je opisał?

Piękna szosa, las, górka i nie wiedzieć czemu ograniczenie do 60 km/h.

Widzi pan… Jesteśmy tak skonstruowani, że wyciągamy wnioski z porażek. Wstydliwe momenty w naszym życiu ciągną się za nami, ale przypominają nam o koncentracji. W sporcie dzięki temu podchodzimy z respektem do rywala i ufamy swoim umiejętnościom. Tam, gdzie Twoja największa porażka, tam Twój największy skarb. Piotrek gorzej radzi sobie z kontrolą nad emocjami, ale jeśli będzie nad sobą pracować, to jestem przekonany, że będzie z niego duży pożytek. Tak jak z Bartka Kapustki – jest młodszy, ale łatwiej panuje nad emocjami.



Kamil Grosicki podczas Euro 2016

Jednym z liderów reprezentacji został Kamil Grosicki. To zadziwiające, gdy przypomni się o jego uzależnieniu od hazardu czy problemach z urazami. Teraz nikt nie wyobraża sobie zespołu bez niego.

Gdy zaczynałem pracować z Kamilem, to wiele osób pukało się w głowę. Przecież on się nigdy nie zmieni! Jednak spróbowaliśmy. Kilkadziesiąt sesji mentalnych w ostatnich dwóch latach zrobiło swoje. Teraz „Grosik” świetnie korzysta ze swoich atutów, np. rajdu z piłką. Świetnymi zagraniami do Milika czy asystą do Lewandowskiego oraz Błaszczykowskiego pokazał, że idziemy do przodu.

Po udanym Euro czekają nas równie dobre eliminacje do mistrzostw świata w Rosji? Nie będzie „sodówki”?

W filmie animowanym „Kung Fu Panda” była scena, w której Panda jadł brzoskwinie i stresował się przed walką. Wtedy mistrz Oogway, będący żółwiem, powiedział: „Pando, przeszłość to historia, przyszłość to tajemnica, a dzisiaj to dar losu”. Przez ostatnie trzy lata obserwowałem z bliska zawodników oraz sztab szkoleniowy i jestem pewien, że wykorzystują ten dar losu. Kibice i dziennikarze napompują balonik, wszędzie będzie mowa o finale na mundialu w Rosji i Złotej Piłce dla Lewandowskiego. Jednak piłkarze nadal będą robić swoje. Dlatego wyjeżdżają do mocnych zagranicznych klubów i nie podniecają się przeszłością. Tylko tak można osiągnąć długofalowy sukces. Powtarzalnością.

Rozmawiał Piotr Bera
Zdjęcie główne: Bartek Syta/ Polska Press

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!