Minęło 50 lat od turnieju miast Syców - Oleśnica. Szkoda, że nikt nie uczcił tego jubileuszu

Kończy się 2015 rok, a wraz z nim w niepamięć odchodzi okrągła rocznica słynnego Telewizyjnego Turnieju Miast Syców - Oleśnica. Niestety, żadne z tych miast nie pamiętało o półwieczu tego wielkiego wydarzenia.

– Byliście wyjątkowi. Jak Dawid z Goliatem podjęliście wyrównaną walkę z większą Oleśnicą – mówił z uznaniem Marian Marzyński – reżyser realizujący słynne turnieje miast, który po raz ostatni gościł w Sycowie 5 lipca 2006 r.

Temat tabu

Skromny, do bólu szczery i uśmiechnięty przyjechał bez fanfar i fajerwerków. Odwiedził muzeum, gdzie miał okazję dłużej powspominać okres, kiedy realizował sycowski odcinek turnieju miast. Swoimi wrażeniami podzieliła się z nim Regina Ilska-Młynarz, goszcząca reżysera u siebie podczas zdjęć do programu, oraz Janina Leszczyńska, córka komendanta straży pożarnej z lat 60. – Na temat przedwojennej historii Sycowa wtedy nie rozmawiano – nie krył Marzyński, spacerując po miejscowym parku. – Nawet słowo nie padło o rodzie Bironów. Podkreślano, że Syców był rdzennie polskim miastem i nie wolno było głośno mówić, że mieszkali tu Niemcy.
Z Dolnego Śląska, obok Sycowa i Oleśnicy, w programie udział wzięły jeszcze cztery miasta: Bolesławiec – Złotoryja oraz Karpacz – Szklarska Poręba. Zdaniem dokumentalisty, największy poziom prezentowało właśnie to województwo. – Tu była najlepsza organizacja i największa energia. Sądzę, że wynikało to z kompleksu tych ziem. Mieszkańcy Dolnego Śląska uważali się za gości, a nie za prawowitych właścicieli. Sycowianie nie opowiadali przedwojennej historii, ponieważ nie było to dla nich wygodne. Cenzura była wówczas większa w sumieniach ludzkich, niż na zewnątrz. Sprawa autochtonów, zamku Bironów i wypędzenia Niemców były kompletnym tabu – wyjaśnia Marian Marzyński.

Zrzucali maski surowych włodarzy

Mieszkający dziś w USA autor tego wielkiego telewizyjnego widowiska nakręcił także dokument „Przed turniejem”. Podczas realizacji filmu rozmawiał z sycowianami, którzy myśleli tylko o tym, jak pokonać oleśniczan. Każdy z nich, jak w dzisiejszym reality show, mógł wtedy stanąć przed kamerą i w programie „Zawsze w niedzielę” dać wyraz temu, o czym myśli.
Jak powstało widowisko cieszące się w Polsce tak wielką popularnością? Marzyński tłumaczy: – Zależało mi na ukazaniu inicjatywy szarego człowieka i innego oblicza nienawidzonej władzy. Była okazja, aby rządzący zrzucili maski surowych włodarzy. Chciałem także pokazać mitycznego sekretarza skaczącego w worku czy dzierżącego w dłoni łyżeczkę z jajkiem.

Tu jest jak w Paryżu

Rywalizacja, która datowana jest na 5 września 1965 r., dotyczyła nie tylko konkursów artystycznych i popisów zręczności, ponieważ oceniano także zakres aktywności, społecznej ofiarności mieszkańców, jak i czystość danego miasta.
Kilka dni przed turniejem do Daniela Piwowarskiego przyjechali goście z Nowej Huty. – Gdy zobaczyli nasz rynek, z wrażenia aż zaparło im dech. „Człowieku, tu jest jak w Paryżu” – głośno wzdychali. Pan Danek pamięta jeszcze, że na sycowskie drogi wylewano nowy asfalt, podświetlono znaki drogowe i wszędzie sadzono róże. – Odnowiono też elewacje, ale trawy na zielono nie malowano – śmieje się Adam Kocjan, były kierownik Muzeum Regionalnego w Sycowie.

Opłaciło się

Cel konkursu był szczytny – aktywizacja życia na prowincji. Władza nie żałowała więc pieniędzy na przygotowania, a ludzie zgłaszali się na ochotnika, by remontować miasto. Dlatego ówczesny sekretarz PZPR Marian Ochnicki, choć jednym punktem przegrał rywalizację z Oleśnicą, nie miał czego żałować. Jego miasto wypiękniało, stało się sławne na całą Polskę, sześć lat później zdobyło tytuł Krajowego Wicemistrza Gospodarności, a w 1976 r. - mistrza. – Za udział w turnieju Syców dostał 1,5 mln zł nagrody z Państwowego Funduszu Popierania Czynów Społecznych, którą przeznaczono na budowę biblioteki – dodaje Adam Kocjan.

Na żywo

Zmagania uczestników widowiska były transmitowane na żywo od godz. 16.30. Z centralnych punktów miast prezenterzy na bieżąco informowali Polskę o wynikach. Po sycowskim rynku z mikrofonem biegał redaktor Eugeniusz Pach. Do Oleśnicy z kolei przyjechała popularna już wówczas Irena Dziedzic. Część konkurencji była oceniana przez ekspertów w warszawskim studiu, jak na przykład koncert orkiestr dętych, o którym wypowiadał się sam Jerzy Waldorff. To nie jedyne głośne nazwisko kojarzone z rywalizacją dwóch dolnośląskich miast. Na ul. Ogrodową w Sycowie, do rodziny Gabrielów, przyjechał ponoć Mariusz Walter, a sędzią wyścigu samochodowego był mistrz rajdowy Sobiesław Zasada. Jechał przed wszystkimi kierowcami całą 30-kilometrową trasę do Oleśnicy. Oni w swych warszawach, on w steyerze puchu. Drugi na mecie zameldował się Józef Kurzeja z Sycowa, którego od zwycięzcy dzieliło zaledwie kilka sekund. W całym powiecie sycowskim nie było wówczas lepszego kierowcy od niego. Na dalszych miejscach przyjechali m.in. Jan Kinas i Roman Nowicki. Jadący rozwijali prędkość nawet do 100 km/h. 34-letni Kurzeja jechał warszawą pożyczoną ze Spółdzielni Mleczarskiej w Międzyborzu. Jeszcze do Poniatowic prowadził, ale kiedy zaczął szwankować mu silnik, minęło go dwóch rywali, z których jeden wpadł później w przydrożne snopki słomy.

Do pożaru z rozpiętym rozporkiem?

Wiele emocji dostarczyły także zawody strażackie, których uczestnicy mieli za zadanie wstać z łóżka i jak najszybciej ubrać się w strój bojowy.
Teodor Kręblewski i Franciszek Cichos nie mieli sobie równych. Do boju zagrzewał ich komendant Stefan Ściążko. – Śmiechu było co niemiara – wspominała jego córka Janina, wówczas 15-letnia uczennica liceum. – Humorystycznym akcentem tego strażackiego zadania był dylemat, czy istotne znaczenie przy gaszeniu pożaru ma zapięcie rozporka – żartował Marian Marzyński.
Fryzjer Ryszard Kacyna w 1965 r. miał 18 lat. Zmagania starszych kolegów oglądał z drzewa, na które wdrapał się, by wszystko widzieć, jak na dłoni. W jednej z konkurencji startował jego mistrz Stanisław Machel, który na czas golił brzytwą Stanisława Walczyńskiego. – Był szybszy, ale przegrał, bo nad jego uchem zostawił resztkę kremu, którą na koniec palcem usunął. Nic to jednak nie dało – ubolewa.
Danuta Moniuszko, Urszula Podemska, Wiesław Muzika i Władysław Górski brali udział w tańcach, a działacze piłkarscy Ignacy Kubacha i Józef Pinkosz szukali jajka w stogu siana. Mieszkańcy rywalizowali też w prawidłowym stawianiu rusztowań, obieraniu ziemniaków, liczeniu pieniędzy, wyścigach na hulajnogach, skokach w workach czy zbieraniu makulatury.

Minęło 50 lat. W międzyczasie Sycowa pozbawiono rangi powiatu, ale za to wrócił do województwa dolnośląskiego po 24-letniej „banicji” w kaliskim.

współpraca Beata Samulska

Dawid Samulski

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3