Dariusz Maniak: Nie zamierzam budować swojej pozycji społecznej przez pryzmat pierwszej ławki w kościele

Rozmowa z kandydatem na burmistrza Sycowa, radnym miejskim Dariuszem Maniakiem
Kandydat na burmistrza Sycowa Dariusz Maniak
 Beata Samulska

Starosta oleśnicki, sycowianin i kilkukrotny kandydat na burmistrza Sycowa Wojciech Kociński po raz kolejny zmienił zdanie i postanowił wystartować w wyborach na burmistrza Sycowa, pytając znajomych na FB, czy to byłby dobry pomysł, choć kilka tygodni wcześniej w rozmowie ze mną stwierdził, że popierać będzie Twoją kandydaturę. Jak odniesiesz się do tej kuriozalnej sytuacji?
Pozostawię to bez komentarza.

Czy jesteś sympatykiem Prawa i Sprawiedliwości?
Nie jestem. Jestem niezależnym kandydatem, nie związanym z żadną partią polityczną.

Powiedz kilka słów o sobie, swoich młodzieńczych inspiracjach. Czy miałeś ulubionego nauczyciela?
Mam 31 lat. Przez osiem lat mieszkałem w Stradomi Wierzchniej, tam chodziłem do szkoły, potem ukończyłem gimnazjum i sycowskie liceum ogólnokształcące. Spośród nauczycieli szczególną sympatią do dziś darzę i ciepło wspominam pana Jana Majewskiego, który był przy mnie od samego początku i wspierał mnie w mojej aktywności sportowej. Pan Majewski obudził we mnie ambicję, dał motywację. Cieszę się, że nadal działa w sycowskim szkolnym sporcie, bo wspaniale potrafi zmotywować młodych do działania.

Przypomnij, jakie były Twoje początki w sycowskim samorządzie.

Po raz pierwszy wystartowałem w wyborach do samorządu w wieku 22 lat. Sam przygotowywałem kampanię wyborczą jako niezależny kandydat. Studiowałem wtedy politologię. Później ukończyłem zarządzanie zasobami ludzkimi, coaching, szkołę liderów politycznych. Co mnie pchnęło do sycowskiego samorządu? Podczas jesiennych zajęć z komunikacji społecznej i marketingu politycznego w ramach zaliczenia przedmiotu otrzymałem zadanie przygotowania swojej kampanii wyborczej, opracowania ulotki, programu wyborczego. Wtedy zainteresowałem się po raz pierwszy sycowską sceną polityczną. O tej słynnej ulotce wspomniał ktoś podczas dyskusji na FB. Dziś nazwałbym ją „Januszem marketingu”. Na tamte czasy to było jednak coś innowacyjnego. W moim programie znalazł się m.in. punkt o uzbrojeniu strefy ekonomicznej, budowaniu kapitału społecznego w oparciu o pierwsze unijne perspektywy finansowania projektów ze środków Unii Europejskiej. Zapowiadałem walkę o komunikacyjne przystosowanie osiedla przy ulicy Kaliskiej do rozwiązywania wszelkich zagrożeń. Istotne były dla mnie tematy związane z kulturą i sportem. Okazało się wówczas, że jednocześnie uzyskałem zaliczenie przedmiotu na studiach i zostałem radnym. Potem nadeszło zderzenie z rzeczywistością. Wszedłem do rady miejskiej Sycowa pełen ambicji, energii, pomysłów. Myślałem wówczas w sposób bardzo idealistyczny, sądziłem, że mogę wiele rzeczy przeprowadzić sam. Chciałem realizować swoje postulaty, w końcu po to ludzie mnie wybrali. Okazało się jednak, że rada składa się z 15 osób, ktoś ma swoje koncepcje, a ja sam tak naprawdę nic nie zdziałam. Wydaje mi się, że w tamtej kadencji byłem jedynym radnym, który składał interpelacje, jednak sam nie mogłem pewnych rzeczy przeforsować. Tamta kadencja nauczyła mnie, że nie ma sensu podczas kampanii obiecywać konkretnych rozwiązań, ponieważ zawsze trzeba brać pod uwagę fakt, że wielu koncepcji nie da się samemu wprowadzić w życie, a poza tym istnieją pewne ograniczenia, których przeskoczyć się nie da. Nie ma sensu obiecywać ludziom rzeczy, na które nie ma się realnego wpływu. Uważam, że to, w jaki sposób chcesz się realizować, powinno być uzależnione od tego, na ile masz determinacji, na ile jesteś koncyliacyjny, na ile potrafisz budować sojusze, przekonywać do swoich racji, na ile jesteś zaangażowany w jakiś projekt, czy potrafisz zebrać grupę społeczną różnych osób, które zechcą aktywnie działać przy twoim pomyśle.

Wracając do łatki pisowca, która przylepiła się do Ciebie już jakiś czas temu – skąd takie przypuszczenia, że możesz mieć cokolwiek wspólnego z PiS-em?
Geneza tkwi w czasach, gdy właśnie po raz pierwszy startowałem do rady miejskiej. Byłem młody, niezależny, ale niestety nikt nie zaproponował mi udziału w jakiejkolwiek koalicji czy działania w klubie radnych. Byłem sam, a ciągle miałem ambicję realizacji moich pomysłów. Niestety, nie otrzymałem od nikogo wsparcia. Na politycznej scenie Sycowa były wówczas osoby, które pozostawały w kontrze do ówczesnych rządzących gminą. Były to osoby z prawej strony sceny politycznej, które chętnie wprowadzały mnie w tajniki lokalnej polityki. Mam tu na myśli Wojciecha Kocińskiego oraz ludzi z nim związanych. Nie ukrywam, że czerpałem z ich doświadczenia samorządowego, uzyskiwałem radę i pomoc. Ten mój ówczesny kontakt z prawą stroną został w pewnym sensie zmanipulowany i wykorzystany, by zbudować moją fałszywą narrację. Moje drogi z tą opcją potem całkowicie się rozeszły. Wydaje mi się, że nasze drogi rozeszły się, gdy otrzymałem propozycję wstąpienia do Obywatelskiego Dolnego Śląska Rafała Dutkiewicza. Do dziś pamiętam spotkanie z samorządowcami z całego Dolnego Śląska w Ossolineum – zrobiło ono na mnie ogromne wrażenie. To byli ludzie niezależni politycznie, którzy mieli ogromny wpływ na funkcjonowanie swoich miast. Moją uwagę przykuła wizja kompleksowego działania dolnośląskich gmin, troska o spójną politykę dla regionu. Moja polityczna kariera potoczyła się właśnie w tym kierunku. Marek Laryś wystartował wówczas w wyborach na burmistrza Sycowa, stworzyliśmy Obywatelski Powiat Oleśnicki, niestety, przegrałem ponowne wybory do rady miejskiej a w wyborach uzupełniających wystartowałem jako niezależny kandydat z okręgu Wielowieś-Działosza-Nowy Dwór. Nigdy nie pojawiałem się na żadnych konwencjach PiS-u. Oczywiście ktoś może zarzucić, że wspierałem Wojciecha Kocińskiego w tamtych wyborach, ale taką decyzję podjęliśmy gremialnie z komitetem Marka Larysia i wiązało się to z chęcią wprowadzenia jakiejś zmiany w Sycowie.

Z którą stroną sceny politycznej utożsamiasz się najbardziej? Prawą, środkiem, lewą?
Nie uznaję takiego podziału sceny politycznej w naszym kraju, nie wpisuję się w ten podział, zwłaszcza na poziomie samorządu. Znam model funkcjonowania dużych, wodzowskich partii politycznych, wiem, jakim sposobem budują swój elektorat, dlaczego grają na podziałach społecznych. Partie grają w taki sposób, by zdobyć władzę i ją utrzymać. Wiedzą, w jakim kierunku pójść, by zagrać na emocjach swoich wyborców. Niestety nie wszyscy wyborcy czy z lewa, czy też z prawa mają sposobność, by dowiedzieć się, jak to działa. Wypracowałem taki model swojego działania, zgodnie z którym zawsze mam własne zdanie, nie boję się go wyrażać, nie mam oporów, by kontestować złe rozwiązania. Na te mechanizmy działania partii politycznych otworzyły mi oczy moje studia. Moim celem jako kandydata na burmistrza jest podanie oferty zarówno osobowej, jak i programowej, dla różnych opcji politycznych, dla ludzi o różnych poglądach. Moim zadaniem jest łączyć ludzi i dawać im to, czego potrzebują do codziennego życia w naszej gminie. Pragnę być otwarty na wszystkie grupy społeczne, bez względu na to, jakie mają poglądy polityczne.

Podczas jednej z facebookowych dyskusji przekonywałeś, że jesteś zafascynowany prezydentem Andrzejem Dudą. Na czym opiera się ta fascynacja?
Ciężko mi w tym momencie znaleźć jakiekolwiek zalety pana prezydenta, ale z drugiej strony rzeczywiście spodobał mi się jako młody człowiek, który potrafił w krótkim czasie przekonać do siebie tylu wyborców. Rzeczywiście zafascynowało mnie to, że odważył się wystartować przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu i wydawało się, że jest na z góry przegranej pozycji, sondaże nie dawały mu przecież żadnych szans, a wykonał kawał dobrej roboty. Oceniam go zatem jako politolog od strony technicznej, od strony sposobu budowania pozycji. Oddzielam tutaj kwestię światopoglądową od tego, w jaki sposób zbudował swój elektorat i został prezydentem. Dla mnie to było fenomenalne i była to lekcja, z której wyciągnąłem takie wnioski: jeśli masz swoją wizję, jesteś zaangażowany, to jesteś w stanie przekonać do siebie wyborców, bo wyborcy lubią osoby zaangażowane, które mają pomysł na siebie.

Od wielu tygodni obserwuję, jak wcielasz w życie tę metodę. Spotykasz się osobiście z ludźmi, Twoimi potencjalnymi wyborcami, rozmawiasz z nimi, przekonujesz.

Paradoks polega na tym, że spotykam się głównie z trudnymi wyborcami, a nie z tymi, którzy mnie popierają. Mnie zawsze interesowało to, jak mogę przekonać do siebie ludzi, którzy mnie zradykalizowali i próbują zepchnąć do kąta w ringu partii politycznych. Nie boję się tego. Otworzyłem się na dyskusję, nie boję się trudnych pytań. Do startu w tych wyborach i ubiegania się o stanowisko burmistrza przygotowywałem się dwa lata. Na początku rozmawiałem z rodziną i przyjaciółmi. Raz już przegrałem wybory, wiem, co to znaczy. Zapamiętałem, co napisał kiedyś premier Leszek Miller. Kiedy był czynnym politykiem, jego telefon urywał się. Gdy przegrał wybory, nagle telefon umilkł i zapomniał o nim świat. Bardzo to przeżył.

Co Cię skłoniło do tego, by wystartować w wyborach na burmistrza? Jak oceniasz swoje siły? Ludzie mówią: nie podołasz, jesteś za młody, nie masz doświadczenia, nie masz potrzebnej do sprawowania tej funkcji wiedzy. Co takiego zrobiłeś dla gminy do tej pory? Czy potrafisz odeprzeć takie argumenty? Twoi zwolennicy tłumaczą, że burmistrz Sławomir Kapica również nie miał wielkiego doświadczenia, gdy po raz pierwszy ubiegał się o to stanowisko.
Muszę przede wszystkim zaznaczyć, że nie będę opierał swojej strategii na krytykowaniu osoby burmistrza Sławomira Kapicy. Nie zamierzam prowadzić kampanii personalnej wobec jakiegokolwiek kandydata czy poprzednika, bo byłoby to przenoszenie modelu ogólnopolskiego na grunt lokalny. Nie chcę radykalizować naszej społeczności. Po półtora roku przerwy, w wyniku wyborów uzupełniających wróciłem do rady miejskiej. Pojawiła się wówczas kwestia kadencyjności i ktoś na łamach waszego tygodnika rzucił pomysł, bym wystartował na burmistrza Sycowa. To się odbiło szerokim echem i doświadczyłem pozytywnych reakcji, także osób, po których bym się tego nie spodziewał. Wtedy postanowiłem sprawdzić, czy rzeczywiście miałbym jakiekolwiek szanse. Dobry wynik w okręgu wiejskim dał mi dużo pozytywnej energii. Doświadczenie zdobywałem podczas pierwszej kadencji osiem lat temu. Miałem czas na przyglądanie się pracy urzędu z dystansu przez półtora roku przerwy. W tym czasie zdobywałem kolejne doświadczenia zawodowe. Podróżowałem po Europie, przyglądałem się sposobom prowadzenia biznesu, z perspektywy zarządzania korporacyjnego. Pracuję w zespołach multinarodowych, poznałem wiele kultur, religii...

I chcesz to zostawić?
Dobre pytanie. To doświadczenie zawodowe dało mi bardzo dużo, ale wyczerpała się pewna formuła. Biznes uspokoił się, firma dorosła, wprowadziła wszystkie narzędzia, które pozwalają jej spokojnie realizować pewne założenia. Na etapie wprowadzania zmian w tej firmie było to ciekawe dla mnie nowe doświadczenie. Dziś chciałbym przekazać możliwość poznawania języka biznesu, etykiety biznesowej innej osobie. Podróże otworzyły mnie na świat. Bez problemu porozumiewam się z obcokrajowcami. Zobaczyłem, że społeczeństwa Zachodu funkcjonują doskonale bez radykalnych podziałów, uprzedzeń. Że dla tamtych społeczeństw nie mają znaczenia różnice kulturowe, religijne czy światopoglądowe. Tam ludzie żyją w pełnej symbiozie. To mnie nauczyło tolerancji. Akceptuję odmienność we wszystkim. Mogę się z kimś nie zgadzać, ale staram się rozumieć to, że ktoś inaczej patrzy na świat. W Polsce ludzie boją się mówić o swoich poglądach. Na Zachodzie nie ma takich oporów.

Czyli zamierzasz jako burmistrz otworzyć ludzi?
To jest mój cel. Możemy zwracać uwagę na to, czy budowane są drogi, co dzieje się w szkołach itd., ale zapominać o tym, że jesteśmy społeczeństwem obywatelskim. Niestety odnoszę wrażenie, że na tym etapie nie jesteśmy. Czego oczekują wyborcy? Na pewno musimy budować kanalizację, drogi, wykonywać niezbędne remonty, musimy odbierać śmieci, inwestować w oświatę, ale tez musimy budować obywatelskość. Te wybory pokazują, że tak naprawdę jej nie ma, bo nie ma dyskusji, nie ma otwartości. Mamy półtora miesiąca do wyborów, a tak naprawdę żaden komitet wyborczy, ani żaden kandydat nie prowadzi merytorycznej dyskusji z wyborcami. Jest cisza. Brak płaszczyzny do dyskusji. Ktoś zarzuca mi brak programu. Oczywiście mam program, pracowałem nad nim półtora roku, jednak dlaczego to ja mam ciągnąć tę kampanię? Jestem otwarty na dyskusję na poziomie mediów społecznościowych, a także w realu. Rozmawiam z ludźmi już od dłuższego czasu. Zbudowałem zespół ludzi, strategię kampanii, mam pomysł, jak ją poprowadzić, a jednak wygląda to tak, jakbym to ja sam startował w tych wyborach, bo nie ma żadnej dyskusji. Jest tylko doklejanie mi za plecami łatek i spychanie do ringu. Oczekuję, że odbędzie się jakaś debata. Na razie panuje tylko cisza. Czy wyborcy oczekują tego? Czy chcą wybierać kogoś, kto zapłaci dużo i zbuduje swój wizerunek, czy też kogoś, kto da się poznać w bezpośrednim kontakcie i zaprezentuje swoje pomysły?

Jaki jest Twój program?

Nie chciałbym jeszcze zdradzać szczegółów. Na pewno chciałbym być burmistrzem otwartym, dostępnym, także online. Ta dostępność burmistrza i komunikatywność powinna być priorytetem. Chciałbym w trakcie kadencji jak najczęściej spotykać się z ludźmi. Burmistrz jest odpowiedzialny za wyniki pracy urzędu, ale też za ludzi, pracowników magistratu. Burmistrz powinien jasno komunikować strategię, wizję działania urzędu.

Czy zamierzasz w związku z tym zrobić w urzędzie rewolucję?

Nie ma mowy o żadnych czystkach. Były takie osoby, które próbowały coś takiego robić i kończyło się to fatalnie. Trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, że ludzie boją się wszelkich zmian. Każda zmiana generuje coś nowego. Ludzie wolą strefy komfortu i trwanie w znanych warunkach. Ja planuje jakościowa zmianę w urzędzie. Dla mnie ważne jest to, czy urzędnik jest dziś zmotywowany do tego, by się rozwijać. Planuję rozmowę z każdym urzędnikiem. Mam kompetencję w zarządzaniu zasobami ludzkimi i planuję tę wiedzę wykorzystać do sprawdzenia, jakich narzędzi potrzebują urzędnicy do sprawniejszego działania. Muszę sprawdzić, jak wygląda struktura organizacyjna urzędu, czy ludzie są zmotywowani, jak wyglądają siatki płać, czego potrzebują, czy otrzymywali możliwość szkoleń, rozwoju, jakie pieniądze na to były przeznaczane. Na pewno przyjrzę się kwestii TBS-u. Stracił on możliwość zarabiania, nie podszedł do kwestii budowy nowego bloku, a na pewno zapotrzebowanie na tego typu budownictwo istnieje. Tego typu sprawy motywowały mnie do tego, by wystartować w wyborach na burmistrza. Dzisiejszy rynek wymaga zachowań kreatywnych, a nawet agresywnych w samorządzie, a tego nie ma. Od dwóch lat prosiłem o przygotowanie bilansu, by móc sprawdzić możliwości kredytowe spółki. Do dziś nie otrzymałem odpowiedzi. Nie podoba mi się aktualne podejście do kwestii pielęgnacji zieleni w mieście, dlatego też wystąpiłem z prośbą o informację na ten temat, zakres działania firmy obsługującej tę sprawę, płatności i formę egzekwowania. Myślałem nad koncepcją stworzenia miejsc zielonych w gminie, a w związku z tym nad pomysłem zaangażowania mieszkańców do współtworzenia takiej koncepcji. Kwestię budżetu obywatelskiego uregulował ustawodawca, który narzucił gminom obowiązek jego wprowadzenia od 31 grudnia br. W ramach tego zadania ustawodawca pozostawił wolną rękę samorządom, które muszą wskazać sposób zaangażowania mieszkańców w tworzenie koncepcji dla gmin. W Sycowie nie mamy żadnych doświadczeń przy tworzeniu budżetu obywatelskiego ani inicjatyw społecznych. Moim zadaniem będzie aktywizowanie obywateli do tworzenia stowarzyszeń, organizacji pozarządowych.

Przypuśćmy jednak, że pojawi się w Sycowie inicjatywa budowy pomnika osoby uznanej przez sąd za zbrodniarza, czy będziesz wspierał taką inicjatywę?

Szanuję przedstawicieli wszystkich obecnych organizacji pozarządowych w Sycowie. Nie widziałbym jednak potrzeby stawiania takich pomników w mieście.

W ostatnim czasie obserwujemy, jak samorządowcy podejmują oficjalnie współpracę z przedstawicielami kościoła katolickiego, demonstrując swój światopogląd religijny, zasiadając w pierwszych kościelnych ławach, zapraszając duchownych katolickich do organizowania czy uczestnictwa w świeckich wydarzeniach. Czy Ty również wpisujesz się w ten kierunek zabiegania o obecność kościoła w sytuacjach o charakterze absolutnie świeckim?
Jestem osobą wierzącą. Jako radny nie brałem dotąd udziału w organizacji tego typu wydarzeń i trudno mi powiedzieć, jak to wygląda. Religia jest w szkołach, uważam, że to naturalne. Mam nadzieję, że te osoby, które nie uczestniczą w lekcjach religii nie są w żaden sposób szykanowane ani odstawiane na boczny tor. Wydaje mi się, że to norma społecznie akceptowana. Jeśli pojawiłyby się jakiekolwiek wątpliwości w tej kwestii ze strony obywateli, będę otwarty, będę rozmawiać. Moim zdaniem temat nie istnieje.

Raczej istnieje. Przykładów dostarczają nam ostatnie miesiące. To na przykład obecność księdza przy zakończeniu inwestycji, otwarciu klasopracowni, organizacji szkolnego festiwalu, poświęceniu wozu strażackiego. To też obecność władz w kościele podczas uroczystości o charakterze religijnym, i to w pierwszych kościelnych ławach.
Nie uważam, by było to coś złego, jeśli nie godzi w osoby niewierzące. Nie będę ingerował w to, by w jakikolwiek sposób ograniczyć dotychczasową formę współpracy z kościołem. Uważam, że dzisiejsze relacje między kościołem i władzą w Sycowie są dobre i nie widzę potrzeby, by cokolwiek zmieniać. Jeśli zostanę burmistrzem, to z pewnością będę pojawiał się w tych miejscach w kościele, w których jestem zawsze, czyli na przykład na chórze. Swoją wiarę pielęgnuję w odosobnieniu. Nie mam potrzeby epatowania swoją osobą w kościele ani budowania swojej pozycji społecznej przez pryzmat pierwszej ławki w kościele. Osoby, które mnie znają, wiedzą, że nie mam potrzeby budowania takiego swojego wizerunku. Jeśli jestem w kościele, to prywatnie, jako Dariusz Maniak, a nie przedstawiciel władzy.

Jaki masz pomysł na odkorkowanie miasta?
To jest trudny temat i na pewno trzeba będzie poszukać fachowej pomocy przy rozwiązaniu tego problemu. Jest to jeden z tematów, które znajdują się w mojej strategii. Pojawiła się nowa koncepcja DSDiK w kwestii skrzyżowania w Nowym Dworze, być może pojawi się tam rondo. Czy jest możliwość budowy ronda na Mickiewicza czy wjeździe do Wioski – to trzeba sprawdzić. Ten region mocno się rozwija. Może trzeba będzie pomyśleć o budowie przedszkola w rejonie Wioski? Jest też do sprawdzenia temat przebudowy drogi w rejonie osiedla na Matejki. Do takich tematów należy też kwestia np. koncepcji działania Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, Centrum Kultury.

Nie boisz się, że bieżące sprawy będą zajmować Ci większość czasu?

Nie boję się. Uważam, że jeśli dobiorę odpowiednich ludzi do współpracy i podzielę się kompetencjami, to poradzę sobie. Znam sycowski budżet, wiem, na co możemy sobie pozwolić, znam możliwości pozyskiwania środków zewnętrznych.

Jak odnosisz się do kwestii zadłużenia gminy i budżetu?
To jest coś, do czego trzeba podejść strategicznie. Pieniądze uzyskiwane przez gminę w ramach programu 500+ podnoszą wskaźniki gminy, które stawiają nas w dobrej pozycji. Jeśli jednak w kraju pojawi się władza, która zlikwiduje ten program, nasze możliwości natychmiast spadają. Zadłużenie gminy jest w granicach 20 milionów zł i trzeba zastanowić się nad strategią zarządzania tym długiem. Obecnie nasze zobowiązania spłacamy kolejnymi zobowiązaniami. Moim celem jest wdrożenie systemu spłacania części kredytu nadwyżką i zaciągania kredytów na inwestycje. Nie zamierzam przechowywać nadwyżki do okresu przed wyborami. Ustawa o finansach publicznych nie narzuca sposobu spłacania kredytów, dlatego zagłosowałem za absolutorium dla burmistrza, jednak osobiście gospodarowałbym pieniędzmi w nieco inny sposób biorąc od uwagę kwestię gospodarności i celowości wydawania publicznych środków.

Co uczyniłbyś w kwestii MOSiR-u?
Na pewno trzeba by przekształcić ten zakład w jednostkę budżetową, by był jasny transfer pieniądza do tej instytucji. MOSiR nie ma dużych możliwości zarabiania. Jeśli dyrektor otrzyma pewną sumę na administrowanie obiektami, możemy od niego egzekwować pewne rzeczy, możemy od niego wymagać. Dziś jest to relikt. Poruszę jeszcze przy tej okazji temat, który pojawił się w waszej gazecie, a mianowicie koncepcję wyniesienia Turnieju im. Tomasza Grzesiaka do rangi ogólnopolskiej. Niestety nikt w mieście nie podjął tego tematu, nie zaprosił młodych organizatorów do rozmów na ten temat, nie zapytał, jak im pomóc. A przecież to byłby element budowania marki Sycowa, rozpoznawalności w regionie. Jedną z form budowania takiej marki jest tworzenie wydarzeń kulturalno-sportowych na poziomie wyższym niż powiatowy. Gdybym wygrał wybory, pomógłbym zorganizować chłopakom turniej siatkówki plażowej na poziomie ogólnopolskim. Syców żyje przecież siatkówką od lat.

Czy masz inną wizję Dni Sycowa?
Czasem próbujemy mieszkańcom coś oferować nie pytając ich o zdanie. Mam zamiar zapytać sycowian, jakich Dni Sycowa chcą. Trudno zaproponować pewne rozwiązania, gdy nie ma akceptacji większości. Moim celem jest wdrożenie konsultacji społecznych.

A w kwestii wyboru inwestycji?

Nie chciałbym, aby ludzie przychodzili na komisję infrastruktury, jak w obecnej kadencji, i wyzywali nas od ludzi niekompetentnych, którzy próbują rozdawać pewne rzeczy po układzie, forują osoby kojarzone z ludźmi decyzyjnymi. Potrzebne jest klarowne podejście do finansowania inwestycji, otwarte komunikowanie, dlaczego realizowane są akurat takie a nie inne inwestycje. Musimy nauczyć się przyjmować krytykę i tłumaczyć nasze decyzje. Frustracja i oburzenie bierze się z braku komunikacji. Nie potrafimy zejść do poziomu merytorycznej dyskusji ani przyjąć krytyki, stąd dziś w Sycowie taka fala oburzenia z powodu zarządzania gminą. Komunikację ze społeczeństwem trzeba będzie budować od zera.

Czy masz pomysł na ściągnięcie inwestorów?

Zamierzam położyć nacisk na pomoc w rozwoju naszym lokalnym inwestorom. Burmistrz powinien znać lepiej wizję rozwoju lokalnych przedsiębiorców. Zamierzam częściej spotykać się z naszymi przedsiębiorcami. Mi się marzy, że urząd stanie się partnerem biznesowym naszych lokalnych firm. Studium zagospodarowania przestrzennego nie do końca odzwierciedla potrzeby przedsiębiorców, dlatego trzeba będzie do tego tematu podejść jeszcze raz i uwzględnić potrzeby naszych lokalnego biznesu. Nie sprawdziła się narracja o konieczności ściągania dużych inwestorów i nie ma co karmić dziś ludzi obietnicami o tym, że pojawią się u nas wielcy inwestorzy. Lepiej ich miło zaskoczyć.

Kto znajduje się na Twojej liście kandydatów na radnych?
Nie zdradzę jeszcze nazwisk, ale mam dobrą informację: jest pięć kobiet i jestem z tego powodu szczęśliwy. Kobiety mają większe zaangażowanie, są bardziej zadaniowe, ambitne, kreatywne. Potrafią w oczy powiedzieć, co je boli, a w samorządzie to bardzo istotne. W mojej ekipie jestem najmłodszy. Dobierałem kandydatów według pewnego klucza. Chciałem, by reprezentowali oni przekrój społeczeństwa, by team był różnorodny, by były to osoby młode, ale i starsze, by reprezentowali różne grupy społeczne i zawodowe.

Przedstaw się proszę w kilku słowach od strony prywatnej.
Pracuję, nie mam żony ani dzieci, jestem maratończykiem. Bieganie daje mi satysfakcję i pewność siebie. Mam swoje marzenia i ambicje. Do życia nakręca mnie walka z samym sobą i własnymi słabościami. Jestem otwarty na media społecznościowe i dyskusje. Moim celem jest uzyskanie zrozumienia u mojego odbiorcy. Dlatego warto pytać, upewniać się, że jesteśmy zrozumiani. Na stałe mieszkam w Wielowsi. Staram się jak najczęściej spotykać z ludźmi, rozmawiać z nimi.

Można powiedzieć, że te wybory wygrywasz metodologią prowadzenia kampanii wyborczej.
Przygotowywałem się do tego półtora roku. Teraz można zadać pytanie, czy wyborcy będą w stanie zaufać kandydatom, którzy są schowani w cieniu? Czy są w stanie zaoferować wizję gminy? Czy będą tylko produktem marketingu wyborczego? Otoczyłem się osobami, które mają wiedzę, pomagają mi tworzyć strategię. Tworzymy zespół ludzi przekonanych do mojej wizji.

Jakie masz hasło wyborcze?
Nie mam. Nie potrzebuję, Daję siebie, swoją świeżość, energię i kreatywność. To wystarczy.

Podobno ostrzegasz ludzi, że jeśli nie wybiorą Ciebie, to zostanie im zabrane 500+ czy emerytury.
(Śmiech) Jeśli to jest poziom prowadzenia kampanii wyborczej przez moich kontrkandydatów, to jestem spokojny o wynik wyborów. Przecież to nieprawda. Osoby, które są rozsądne, wiedzą, że burmistrz nie ma wpływu na program 500+ czy kwestię przydzielania i wypłaty emerytur.

Beata Samulska

  • Polska Gazeta Wrocławska
Więcej na temat:

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3